Urodziny Oskara
W poniedziałek 23 kwietnia świętowaliśmy w naszym przedszkolu urodziny Oskara.
Dla mnie w tym względzie niewątpliwym autorytetem jest dr Maria Montessori, która całe swoje życie poświęciła walce o wszechstronny rozwój każdego dziecka.
Zaczynała swoją pracę z dziećmi upośledzonymi umysłowo, ale jej rezultaty, sukcesy przewyższyły oczekiwania. Okazało się, że podczas zorganizowanego przez nią konkursu, wyniki, uzyskane przez dzieci upośledzone umysłowo były znacznie wyższe niż wyniki dzieci z normą intelektualną. Gdy pytano ją, co spowodowało, że jej podopieczni osiągnęli takie rezultaty, odpowiedziała, ja im tylko pozwoliłam rozwijać się według ich planu rozwojowego.
D. Hume czy J. Locke porównywali zarodek człowieka do "tabula rasa", czyli niezapisanej karty. Przedstawiciele empiryzmu genetycznego twierdzili, że człowiek rodzi się, nie posiadając w umyśle żadnej wiedzy.
Maria Montessori wyznawała tezę całkowicie przeciwną. Uważała, że człowiek zaczyna życie już w łonie matki, najpierw jako embrion, a potem płód. Głosiła, że embrion od samego początku wykazuje predyspozycje niezbędne do jego rozwoju. Porównywała noworodka do "duchowego zarodka", umysłowego ziarenka, które wyrasta na dojrzałą osobowość. Teraz to tylko zależy od jego otoczenia, jakie dostanie bodźce do rozwoju, czy będą one bogate w elementy, pobudzające optymalny i wszechstronny rozwój, czy też destrukcyjne.
Dziecko potrafi dostosować się do różnych sytuacji, jeśli tylko jest otoczone ludźmi. To daje mu wolność, umożliwia przetrwanie w każdych warunkach. Dziecko realizuje ogólnoludzki plan rozwoju, jednakże robi to w sposób charakterystyczny dla siebie, uzależniony od warunków otoczenia. W sprzyjających warunkach rozwija się według własnego rytmu i dzięki wolności wyboru kształtuje swój charakter.
Maria Montessori odkryła "horme", czyli wewnętrzną siłę życia, która pozwala dziecku kreować siebie. Na tej właśnie sile oparła całą swoją pedagogikę. Dzięki niej dziecko ma możliwość rozwoju własnej woli i chęci do nauki.
Oczami wyobraźni przez moment stańmy się 1-2-letnim dziećmi. Zauważyliśmy coś interesującego w naszym otoczeniu. Z wielką pasją poznania biegniemy do przedmiotu czy obiektu, mamy błyszczące oczy i ręce wyciągnięte, aby to dotknąć, zbadać, jak najszybciej, w naszej głowie kołata się myśl: "Co to jest?" Badamy to różnymi zmysłami: wzrokiem, słuchem, smakiem, węchem, czuciem. Ta przyjemność poznania daje nam wielką frajdę, łączy się z czymś przyjemnym, w tym momencie rozbudzamy również zainteresowanie nauką, chcemy to poznać, a tym samym uczyć się czegoś nowego. Z drugiej strony ktoś bliski z dużym bagażem doświadczeń bombarduje nas różnymi komunikatami: nie dotykaj tego, przestań, odejdź, bo dostaniesz lanie. Nie rozumiemy całkowicie, o co mu chodzi. Dostajemy informację, że to jest złe, ale nie rozumiemy, dlaczego. W konsekwencji musimy odejść. Czy zastanawialiście się czasami, co myśli takie małe dziecko? Czy podejmie następną próbę? A co się staje z jego naturalnym zainteresowaniem. Może w zarodku zabijamy go my dorośli, oczywiście w trosce o dziecko.
Co w takim razie robić? Nie stawać na drodze poznania przez dziecko otaczającej go rzeczywistości. Jednocześnie wspierając je musimy czuwać nad bezpieczeństwem, ale obserwując go i dopiero, gdy zaistnieje taka potrzeba wkraczamy. Zanim to zrobimy, przeprowadźmy krótką analizę, czy ten przedmiot czy obiekt stanowi rzeczywiste zagrożenie, czy tylko jest to problem, wyimaginowany przez nas.
Dajmy doświadczać dziecku wszystkiego tego, co chce i gdzie powstanie jego naturalne zainteresowanie, ale, gdy zainteresuje się przedmiotami lub obiektami, stanowiącymi jego bezpośrednie zagrożenie to mówmy mu konsekwentnie "nie", ale zaraz potem wyjaśniajmy, dlaczego. Nie sądźmy, że dziecko w tym wieku nie zrozumie. Jeżeli dacie mu jasny komunikat, że ten przedmiot czy obiekt stanowi dla niego zagrożenie, przyjdzie taka chwila, że zrozumie rodzaj zagrożenia.
Maria Montessori uważała, że "Każda niepotrzebna pomoc jest przeszkodą w rozwoju".
Świadomy rodzic czy nauczyciel wierzy w możliwości dziecka, jego potencjał intelektualny, jego wewnętrzną siłę i chęć rozwijania własnych umiejętności.
Bardzo trudnym zadaniem jest zostać nauczycielem Montessori i niestety nie każdy nauczyciel sprosta temu wyzwaniu. Myślę, że winę za to ponosi także system kształcenia nauczycieli. Poniekąd i to, że nadal zostają nauczycielami, także osoby z przypadku.
Ja miałam w tym względzie zadanie ułatwione, gdyż jako małe dziecko, a potem dorastająca panna, uwielbiałam przebywać w przedszkolu. Moja mama była nauczycielem, a potem dyrektorem przedszkola, więc jakoby wychowałam się w nim. Obserwowałam zajęcia prowadzone przez nauczycielki. Szczególne wrażenie wywarły na mnie zajęcia w przedszkolu na Brzozowej w Zgorzelcu. Było to jeszcze przedszkole KWB "Turów". Teraz, jak widzę, z Internetu jest to przedszkole niepubliczne. Myślę, że wtedy wiele lat temu inaczej kształciło się nauczycieli. W systemie nauczania pewnie była wtedy jeszcze metoda Marii Montessori. Zawsze szybko po szkole pędziłam do przedszkola. Czułam się tam jak w domu. Było to ponad trzydzieści lat temu. Te wspaniałe nauczycielki, oczywiście na czele z mamą, zaszczepiły mi miłość do zawodu. Oczywiście po skończonej szkole podstawowej wybrałam Studium Wychowania Przedszkolnego w Lubomierzu. Podczas swojej nauki już nic nie słyszałam o metodzie. Dopiero teraz na początku lat 90-tych wróciła do łask w Polsce, ale jeszcze nadal młodzi nauczyciele jej nie poznawają w trakcie studiów. Niestety sama nie mogłam realizować się w przedszkolu. Pracę dostałam na początku mojej kariery zawodowej w szkole podstawowej. Uczę w klasach nauczania zintegrowanego. Moje przygotowanie również do pracy w przedszkolu pomogło mi prowadzić lekcje tak, aby uczniowie poprzez zabawę uczyli się. Ostatnia reforma wywołuje tak wielki entuzjazm, a ja tak pracuję od wielu lat.
Rozważając powyższe zagadnienia wysunęłabym tezę - radę za Marią Montessori dla aktualnych i przyszłych nauczycieli: "Najważniejsza jest dorosłego za rozwój poznawczy dziecka, za rozwój jego osobowości, wyrastająca z pedagoga".
Z tezy wynikają rady dla dobrego nauczyciela:
Po przestudiowaniu dzieł Montessori można określić następujące pedagogiczne i dydaktyczne zasady:
Tym zasadom postępowania nauczyciela odpowiadają zasady uczenia się ucznia:
Tymi wytycznymi kieruję się jako dyrektor Niepublicznego Punktu Przedszkolnego "Odkrywcy Wiedzy" i Prywatnego Przedszkola Montessori ku optymalnemu rozwojowi dzieci na drodze stworzenia "najlepszych warunków rozwojowych" moich podopiecznych. I dlatego warto mi zaufać.
Bibliografia
A. Skrypt – wybór tekstów źródłowych autorstwa Marii Montessori oraz opracować, dotyczących jej teorii pedagogicznych.
B. "Zrozumieć Montessori" Małgorzata Miksza,
C. "Pedagogika Montessori w przedszkolu i szkole" Kristina Skjold Wennerstron, Mari Broderman Smeds.
W poniedziałek 23 kwietnia świętowaliśmy w naszym przedszkolu urodziny Oskara.
Dzisiaj w naszym przedszkolu i żłobku gościliśmy niesamowitych gości.
W czwartek 11 kwietnia grupa przedszkolna odwiedziła Radio Ziemi Wieluńskiej.
Nasze motto: